8
Dzisiaj zdradzę Wam świetny sposób jak ustawić się w życiu. Wystarczy pobrać nagrania ks. Piotra i umieszczać je na swoim kanale na YouTube, włączając przy tym monetyzację (zarabianie na reklamach).
Treści będą poruszające, odbiorcy chętnie je odtworzą, a publikujący nie będzie musiał martwić się właściwie o nic. Zgody autora nie uzyska, bo ks. Piotr nie żyje. Najbliżsi księdzu? Wprawdzie wypadałoby zapytać ich o zgodę (ze względów moralnych i prawnych), ale kto by się tym przejmował. Są w trudnej sytuacji zdrowotnej i życiowej — nie są w stanie zajmować się „kontrolowaniem Internetu”, więc w razie czego i tak nikt się nie przyczepi. Dbałość o jakość, kontekst i sens przekazu można sobie też darować. Wystarczy spojrzeć na rynek wydawniczy, o czym pisałam w pierwszej części (TUTAJ) — można odnieść wrażenie, że wydaje się wszystko, bez spójnej koncepcji. Prawie każda książka to „najważniejsze nauki ks. Piotra”, a jest ich już tyle, że nikt nie wie, które naprawdę są „najważniejsze”. Publikowane są nawet osobiste notatki. Tym bardziej więc nie będzie problemu z YouTube.
—
Swoją drogą, i już na poważnie, chciałam Wam bardzo podziękować za odzew po pierwszej części „Jak zarabia się na Pawlukiewiczu”. Już sam fakt tego, że tak niewiele pojawiło się negatywnych komentarzy (naprawdę spodziewałam się niezrozumienia i fali hejtu), wiele świadczy o sytuacji.
Odezwało się sporo osób, publicznie i prywatnie, pisząc wprost, że również zauważyło problem, który opisałam. …bo ostatecznie to, że można mieć wątpliwości, czy ktoś wątpliwie moralnie zarabia na ks. Piotrze to raz (to ważne, ale nie to jest istotą). Najważniejszy jest fakt, że wokół dorobku księdza powstał ogromny chaos. Treści są rozproszone, powielane bez kontroli, niekiedy pozbawione kontekstu i sensu. Właśnie na ten problem zwracam uwagę — zarówno tutaj, jak i w pierwszym wpisie.
—
Zapytacie: Jak to możliwe, że ludzie robią to bez zgody spadkobierców? I jeszcze nieraz na tym… zarabiają?
Wydawnictwa mają zgody – to oczywiste. Jednocześnie jednak nie trudno zauważyć, że wielu osobom na rękę może być trudna sytuacja zdrowotna najbliższych ks. Piotra…
YouTube? Poza nami — Dopóki Walczysz — nie widzę większych śladów, by ktokolwiek stojący za tymi licznymi kanałami miał zgody na publikowanie. Jeśli już, to można przypuszczać, że jest to ułamek, margines.
Ostatnio napisał do mnie jeden z autorów takich kanałów. Gdybym miała wrócić do ironii powiedziałabym: Cieszę się. Sama chciałam skontaktować się z wieloma takimi użytkownikami (bo może coś źle oceniam? Może czegoś nie wiem?). Tylko jak to zrobić, skoro… nie ma żadnych danych kontaktowych? Nie wiadomo nawet, kto stoi za tymi kanałami. Z rzetelnością, uczciwością i profesjonalizmem niewiele ma to wspólnego.
—
A jeśli ktoś zamierza udawać, że „nie rozumie o co chodzi” i że przecież „to ewangelizacja”, to naprawdę brakuje słów na poziom rozeznania moralnego wśród wiernych. Zarabiania na nie swoich treściach i to jeszcze pod płaszczykiem ewangelizacji nie da się obronić. Ewangelizacja nigdy nie może być usprawiedliwieniem do łamania prawa, anonimowo, bez odpowiedzialności.
Jeszcze można zrozumieć jednorazowe udostępnienie kazania przez kogoś, kto nie zna prawa, nie zarabia na tym i dodaje je bardziej dla siebie.
Ale masowe, anonimowe kopiowanie kazań, brak zgód, brak przejrzystości i gigantyczne zasięgi, z których ktoś wyciąga realne korzyści finansowe — to zachowanie jest karygodne (o prawie, policjach, prokuraturach i karach będzie jeszcze mowa w jednym z kolejnych wpisów).
—
Na koniec — wątek, który chyba najbardziej Was ciekawi:
czy naprawdę można zarobić miliony w taki sposób?
Zostawiam link (https://ytlarge.com/monetization-checker) do strony, na której można sprawdzić, czy dany kanał:
1) ma włączoną monetyzację oraz
2) jakie są jego szacowane przychody z reklam.
Sprawdźcie sami.
Dziękuję przy tym dobremu człowiekowi, który wskazał mi to źródło i zachęcił do nagłośnienia sprawy.
Aha, tylko pamiętajcie, że w każdej chwili niektórzy mogą wyłączyć ów monetyzację (mam jednak wykonane screeny na wypadek gdyby okazały się potrzebne).
Jasne, że te dane mogą być przesadzone, niekiedy sporo. Może jednak jestem dziwna – mnie do głowy by nie przyszło, aby cokolwiek zarobić na kazaniach ks. Piotra – nie jestem bowiem autorem ani jednej myśli, która się w nich pojawiła, ani jednego zdania(!)
Tak jak z wydawnictwami – nie wskażę palcem kto jest dobry, kto zły. Apeluję o roztropność w tym czego i skąd słuchacie, co kupujecie. Jeśli nie macie zaufania i do mnie, to pamiętajcie, że zawsze jest pierwotna strona z kazaniami ks. Piotra – kazaniaksiedzapiotra.pl (czasami o niej wspominam. A czy autorzy licznych innych kanałów o niej mówią? No właśnie.). Ta strona to jest źródło tych wszystkich nagrań, które hulają teraz w „Internetach”, a która była tworzona wprost pod okiem ks. Piotra. Skromna, kazania bez sztucznych tytułów. Polecam.
EW
PS Miejcie również na uwadze, że problem nie dotyczy tylko nauk ks. Piotra…
